Hubert Grygowski: „Każdy musi to przeżyć”

Hubert Grygowski to zeszłoroczny zwycięzca Kinder+Sport  Mini Tour de Pologne. Jego świetna postawa, m.in. w tej szczególnej dla młodzieży imprezie została doceniona. Ten młody zawodnik, dziś jest kolarzem Akademii Michała Kwiatkowskiego COPERNICUS, która jest zapleczem jedynej polskiej grupy w World Tour – CCC Team – a więc i pierwszym krokiem do wielkiego kolarskiego świata.

W zeszłym roku Grygowski rozdawał karty na Kinder+Sport  Mini Tour de Pologne. Przeczytajcie jak wspomina tamta imprezę…

Kinder+Sport  Mini Tour de Pologne to jedna z największych rowerowych imprez dla dzieci. Czy też tak sądzisz?

-Tak Mini Tour de Pologne jest zdecydowanie jedną z największych imprez kolarskich dla dzieci i młodzieży, gdzie każdy może poczuć się jak zawodowy kolarz.

– Jakie to uczucie stanąć na podium Tour de Pologne UCI World Tour, na którym kilka minut później stają najlepsi kolarze świata?

– Nie da się opisać tego uczucia. To jest coś niesamowitego , co na pewno utkwi mi w pamięci na długie lata…

– Które miasto/wyścig z zeszłorocznej edycji Kinder+Sport  Mini Tour de Pologne wspominasz najmilej i dlaczego?

– Najmilej wspominam ostatni etap w Bielsku-Białej. Mimo wysokiej liczbie punktów w klasyfikacji generalnej , moje zwycięstwo nie było jeszcze pewne . Na starcie towarzyszył mi duży stres związany z obroną pierwszego miejsca. Trasa tego etapu była wymagająca: dużo zakrętów i kilometrowy podjazd do mety. Na ostatnim okrążeniu zaatakował Marek Kapela zawodnik, który zajmował trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej. Nie mogłem pozwolić na odjazd zawodnika, który traci niewiele punktów do mnie, a więc odjechałem z nim. Peleton nie chciał nas odpuścić i gonił zawzięcie. Na finałowym kilometrze zaczęło się tak zwane kolarskie „czarowanie”. Marek patrzył się na mnie, a ja na Marka. W pewnym momencie obejrzałem się za siebie i zobaczyłem, że peleton nas dogania. Zdecydowałem się na rozpoczęcie finiszu. Marek pojechał za mną i lekko mnie wyprzedził, po czym przyspieszyłem i z przewagą pół metra wjechałem pierwszy na metę.

– Co wtedy czułeś?

– W tym momencie uświadomiłem sobie, że właśnie spełniło się moje dotychczasowe marzenie: Wygrałem Kinder+Sport Mini Tour de Pologne! Później czekały na mnie same przyjemności: najpierw odbyła się dekoracja etapu, a następnego dnia zostaliśmy zaproszeni do Bukowiny Tatrzańskiej na dekorację klasyfikacji generalnej, która odbyła się po wyścigu elity. Byliśmy dekorowani razem z zawodowymi kolarzami!

– Które zwycięstwo było najtrudniejsze?

– Najtrudniejszym etapem był zdecydowanie Szczyrk… Kilometrowa ścianka jest wielkim wysiłkiem dla młodych zawodników, ale trud włożony w zwycięstwo wynagradza satysfakcja ze zwycięstwa na tak trudnej trasie.

– Startowałaś już wcześniej w Kinder+Sport  Mini Tour de Pologne. Jak wyglądały Twoje starty we wcześniejszych edycjach tej imprezy?

– Startowałem tu już jako 11-latek i bardzo spodobała mi się ta impreza . Mój pierwszy start w tych zawodach zakończył się zwycięstwem, a na innych edycjach też zawsze byłem na podium lub blisko niego. Myślę, że ta impreza na pewno zachęca młodych ludzi do uprawiania tego pięknego sportu. W końcu wiele dzisiejszych gwiazd kolarstwa stawiała tam swoje pierwsze kroki.

– Jak oceniasz tę imprezę pod kątem popularyzacji kolarstwa wśród najmłodszych? Spełnia dobrze swoją rolę?

– Zdecydowanie tak , myślę że są to największe atuty tej imprezy. Rzadko zdarza się, aby na zawodach kolarskich dla młodzieży było tak dużo kibiców. Organizatorzy bardzo się starają, aby oprawa wyścigów z tej serii była tak dobrze zorganizowana jak dla kolarzy zawodowych. Ten wyścig na pewno wpływa na dalsze losy młodych zawodników, bo start w takiej imprezie motywuje do dalszej pracy nad poprawieniem swoich wyników i pokazaniem się w następnych edycjach.

– Czyli warto Twoim zdaniem wystartować w Kinder+Sport  Mini Tour de Pologne?

– Bardzo zachęcam wszystkich do wzięcia udziału w Mini Tour de Pologne, myślę , że każdy musi to przeżyć, aby przekonać się jak wspaniała jest ta impreza.

Rozmawiał Tomasz Piechal